Karpacz - Boże Ciało
W czerwcu do Karpacza to niby ni w kij ni w oko, bo to przecież jeszcze nie urlop, zaraz będą wakacje, a tu już wolny dzień trzeba stracić. Na pewno, nie zdecydowałbym się na ten wypad, ale żona tak mnie gorąco namawiała, że w końcu się zgodziłem. Całe szczęście, że choć Boże Ciało to dzień wolny od pracy, bo przez ten wydłużony weekend to straciliśmy tylko po jednym dniu z naszego urlopu. W Karpaczu ludzi zatrzęsienie, bo jednak wielu bliźnich sobie wykoncypowało, żeby jednak takie krótki wypoczynek sobie zorganizować. Najgorsze, że trafiliśmy na pogodę jak pod zdechłym Azorkiem. Ciągle padało. Gdyby nie to, że jednego dnia wykupilismy w biurze
Karpacz wycieczkę do Pragi i chociaż tam cieszyliśmy się słońcem, to by nam chyba całkiem stawy pordzewiały. Było okropnie, zimno, mokro, a Karpacz potwornie drogi, bo wszyscy tamtejsi przedsiębiorcy szykowali się na masowy napływ stonki, którą można obedrzeć z kasiorki. dopiero wtedy, gdy wyjeżdżalismy do domu, zaświeciło słońce. Jak pech to pech, ale i tak tam pojedziemy latem, bo doświadczenia z ostatnich wakacji mamy jednak dobre.

Podobne: